Narodowy dzień pamięci „żołnierzy wyklętych”
Dziś po raz pierwszy w Polsce, obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Żołnierzy Armii Krajowej z tzw. „drugiej konspiracji”, którzy walczyli z okupantem sowieckim i jego reżimem komunistycznym po roku 1945. Wspominamy z tek okazji związanych z Szydłowcem, bohaterskich żołnierzy podziemia niepodległościowego.
Po wyzwoleniu Polski z jarzma niemieckiego większość Polaków żywiła nadzieję powrotu do normalności. Tym nie mniejszą nadzieję mieli ci, którzy stawiali czoła hitlerowcom, wśród nich także żołnierze Armii Krajowej. Niestety tym ostatnim nie było dane zaznać spokoju w wyzwolonej Polsce. Stali się wrogami władzy ludowej, „bandytami” zagrażającymi zaprowadzanemu „ładowi” w pozornie oswobodzonym kraju.
Z relacji podchorążego AK Tadeusza Barszcza ps. „Piorun”
„W styczniu 1945 roku po wkroczeniu Armii Sowieckiej żołnierze AK chcieli wrócić do normalnego życia. [...] Wielu z nich wstąpiło do milicji, aby dokończyć dzieła. Wszak nie wszyscy niemieccy szpicle, zdrajcy odpowiedzieli za swe czyny. Należało ich ujawnić, udowodnić im zdradę. Nowej władzy to jednak nie interesowało. Natomiast od razu został aresztowany dowódca 72 pp Krzysztof Hoffman „Cyprian” i wysłany odwiecznym szlakiem Polaków – drogą na Sybir. Wkrótce NKWD aresztowało milicjantów w Orońsku jako „tych bandytów z AK”. Niedoszli milicjanci zostawili więc broń i schronili się na melinach. [...] Prześladowania szalały. Prym wiedli: szydłowiecki Żyd Fridman, który dochrapał się stopnia porucznika NKWD oraz Wiśniewski, były żołnierz AK, denuncjator kolegów z lasu.
Aresztowani zostali: Kościńska, Ruzik, Kałuża, Promiński, Szeloch. W Radomiu więziono Majewskiego, młodziutką Henrykę Szeloch, Stanisława Podkowińskiego, Tadeusza Barszcza, inni musieli się ukrywać.
Następnie wprowadzono ustawę o amnestii i ujawnieniu się, co było w rzeczywistości pretekstem do penetracji środowiska AK. Zwolnieni z więzień krótko przebywali na wolności i ponownie trafiali w ręce UB. Tadeusz Barszcz zatrzymany w Szydłowcu zdołał uciec ostrzeliwany przez kieleckiego ubeka Findalę i szydłowieckich ormowców. Na melinie u Wojciecha Misztala, ojca Stanisława „Kajaka” dołączyli do niego: Kościńska „Iwonka”, Zielonka - „Zula”, Ruzik - „Jastrząb”. Stąd zostali przerzuceni do Mniszka, gdzie Stanisław Podkowiński „Ren” i Marian Sadowski „Dzida” organizowali oddział.
Terror trwał nadal. W lutym 1946 na ulicy w Szydłowcu został zastrzelony Wacław Witkowski „Ryś”. Na własnym weselu aresztowany został Ryszard Szeloch, który po ucieczce, osaczony w zabudowaniach wsi Zbiów, popełnił w 1949 roku samobójstwo, nie chcąc wpaść powtórnie w ręce ubeckich oprawców.
W 1948 roku represje nasiliły się. W styczniu aresztowano kpt. Gustawa Krolla – kleberczyka, więźnia obozów koncentracyjnych, byłego komendanta podobwodu AK w Szydłowcu. Z mieszkańców Szydłowca na 10 lat skazany został Kaszuba „Barański”, na 8 lat Zaręba.
Dla AKowców miejsce było za kratami, a tymczasem szpicle, gestapo, konfidenci i donosiciele urządzali sobie wygodne życie idąc na współpracę z UB. Po październikowej odwilży aresztowanych zwolniono. Złagodzenie rygoru wykorzystano do założenia koła ZBoWiD, które było praktycznie kołem środowiskowym kombatantów AK, ale ZBoWiD nie był dla wszystkich. Mimo wszystko organizacja ta pozwoliła wreszcie zaistnieć AKowcom, którzy zadbali o upamiętnienie miejsc uświęconych krwią Polaków.
Upamiętnili miejsce straceń w Korzonku, ufundowali pomnik na cmentarzu żołnierzy września 1939 roku. Od 1959 roku w rocznicę bitwy pod Huciskiem spotykają się w Szydłowcu. W kościele Św. Zygmunta odsłonięto tablicę powstania Armii Krajowej.
W latach 70 do ZBOWiDu zaczęli napływać byli funkcjonariusze UB i MO. Wobec tego realna stała się sytuacja, że w jednej organizacji znaleźli się kaci i ich ofiary. Nie mogła być ona przyjęta z entuzjazmem przez AKowców. Dopiero lata 80-te pozwoliły na stworzenie własnego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. I choć jego twórcy znowu trafili do więzień, widać już było początek końca mroków stalinizmu. Żal tylko, że tak niewielu doczekało chwili, gdy z dumą się mówi, że Armia Krajowa spełniła obowiązek Służby Ojczyźnie.”
Z notatek Czesława Dąbrowy, partyzanta 72 p.p. pod wodzą Krzysztof Hoffmana ps. „Cyprian”
„[...] Rok 1945 przyniósł oswobodzenie kraju, ale nie przyniósł swobody wszystkich Polaków. Zaczęło grasować NKWD i UB, zamykano do więzień niewinnych ludzi, tej przyjemności zakosztowałem i ja. Trzy miesiące pozbawienia wolności bez żadnego powodu wzbudziło nieufność do ustroju, który miał przynieść sprawiedliwość społeczną i polityczną. W marcu 1950 roku podjąłem pracę w SPB w Radomiu, ale nie byłem z niej zadowolony. Więcej było w niej polityki niż pracy zawodowej. [...] Od października 1956 roku sytuacja całkowicie zmieniła się na lepsze. Po raz pierwszy w mym życiorysie przyznaje się, że byłem członkiem AK, bez obawy przed personalnymi itp. aktywistami.”
Z powyższych treści, do których dotarliśmy wynika, że członkowie AK po 1945 roku byli represjonowani przez PRLowski aparat także terenie dzisiejszego powiatu szydłowieckiego. Pomimo szykan, sfingowanych rozpraw sądowych, kar dożywotniego więzienia, wykonywanych wyroków śmierci, wierzyli, że nadejdzie lepsze jutro dla Polski. Dlatego w tak szczególnym i przełomowym dniu, tym którzy nielicznie pozostali pośród nas, jak i tym którzy odeszli na wieczną wartę – złóżmy hołd pamięci za bohaterstwo i oddanie na rzecz wolnej Ojczyzny. Chwała Bohaterom!
Spodobał Ci się ten artykuł? Kliknij
Chcesz być informowany o najnowszych artykułach? Zasubskrybuj ten serwis 
Lubisz szelest papieru? Wydrukuj ten artykuł
Komentarze
To co tu pisze ,jest tylko małym skrótem wyrwanym z kontekstu a morze małą wiedzą na temat podziemia niepodległościowego w Szydłowcu. Najdłużej działającą parą żołnierzy niepodległościowych w Szydłowcu jest Ryszard Szelach i Stanisław Stefański Ci dwaj młodzi ludzie , dali się we znaki władzy komunistycznej , jak wiemy obaj zginęli w 1949 roku Nie pomijajcie drodzy Państwo Stanisława Stefańskiego w swoich opisach. Sat-Okh Stanisław Supłatowicz , także był zaprzysiężony tutaj na ziemi Szydłowieckiej ,to słynny partyzant pól Indianin ,już nieżyjący ,miałem zaszczyt poznać Go osobiście . Wkrótce ukażą się książki o podziemiu niepodległościowym z naszego rejonu ,tam nie pomija się Stanisława Stefańskiego.
Bardzo dziękuję za cenne uwagi. Naszym celem było zasygnalizowanie tematu, wywołanie go z publicznej niepamięci. Niestety luki wiedzy w tym zakresie, jako społeczeństwo mamy ogromne.
Były takie długie lata, kiedy tematy te były raczej nienagłaśniane, nawet przez tych którzy taką wiedzę posiadali. Musimy to zmienić! Ryszard Szeloch ( nie Szelach) to postać mi znana, niestety o Stanisławie Stefańskim - osobiście nić nie wiedziałem, dlatego dziękuję za to wskazanie.
Czekam także na więcej informacji, chętnie zapiszę się na wzmiankowaną publikację książkową.
Stanisław Stefańdski był aresztowany właśnie na weselu Ryszarda Szelocha , razem uciekli prowadzeni przez Dąbrowę do Szydłowca Z Sadku. Rysiek i Stasiek to byli serdeczni koledzy,później byli w wielu oddziałach Armii Krajowej Staniswał Stefański pseudonim Sowa w randze strzelca. 29 stycznia 1949 roku został zabity przez kbm w okolicach woli korzeniowej a Ryszard Szeloch dzien. później . Ich ciała na komendzie milicji w Szydlowcu były pokazane na widok publiczny Tych dwóch młodych ludzi dało się silnie we znaki władzom komunistycznym Rodzina Stefańskich była prześladowana przez bezpiekę Tu link do strony o Panu Stanisławie Suplatowiczu http://www.huuskaluta.com.pl/satokh/index.php Przepraszam za błąd w pisowni wyrazu może w pierwszym komentarzu
http://www.facebook.com/pamieciprzyszlosc
Dodaj Komentarz