Tagi: ,

Królewskie czy dworskie ?

W reklamach telewizyjnych Gmina Radzionków zachęca potencjalnych inwestorów królewskim potraktowaniem. W Polsce jest sporo gmin, gdzie warunki dla inwestorów sa oczkiem w głowie lokalnych decydentów. To wszak przede wszystkim przedsiębiorcy tworzą efektywne miejsca pracy , płacą podatki i przyczyniają się swymi działaniami do rozwoju obszarów na których inwestują.

Czy podobnie jest powiedzmy „u nas”? Pierwsze spojrzenie na statystykę mówi że nie: ogromne utrzymujące się od lat bezrobocie, to przede wszystkim znak że miejsc pracy, powstaje za mało. Stanowisko pracy zaś które się gdzieć zwolni, szybko zagospodarowywane jest przeważnie w towarzysko-rodzinnym bądź koleżeńskim układzie.

W takim swoiskim środowisku, działający i rozwijający się przedsiębiorca, paradoksalnie, ma kłopoty z pozyskaniem wyskowykwalifikowanej kadry. Dominują bowiem w strukturze bezrobotnych, osoby długo pozostające bez pracy o niskich kwalifikacjach. Aktywni i dynamiczni wyjeżdżają do większych ośrodków

Do tego dochodzi klimat społeczny de facto negatywny dla tych, którzy osiągnęli jakiś sukces. Przejawia się to w różny sposób: ci którzy maja coś załatwienia w miejscowych urzędach wiedzą że bywa to droga przez mękę. Uznaniowość i widzimisie, żądanie zbytecznych załączników, przedłużanie procedur, tworzenie dla siebie wygodnej "papierkowej" pozycji, bo wiadomo jak sąsiad zaskarży, czy zazdrosnego będzie boleć,!

Powoduje to dodatkowe marnotrawienie energii i inicjatyw, a warunki działania i tak sa trudne. Procedury administracyjne są obecnie zaś same w sobie już wystarczająco skomplikowane i do tego stale ulegające zmianom. Dokładamy do tego urzędniczą nadgorliwość, czy tym bardziej celową niechęć i mamy mieszankę wybuchową. Do akcji bowiem wkroczyła ustawa o odpowiedzialności urzędników. Tylko więc patrzeć jak zaczną się procesy z tego tytułu!

Obserwując z odległości różne lokalne klimaty, dwory, notabli i ich sprzymierzeńców, z bólem trzeba skonstatować "u nas" zrobić coś konstruktywnego - to sztuka!

Gospodarka rynkowa zakłada zaś konkurencyjność. Powiedzmy z powodu antypatii urzędnika - nie wybuduje i nie zainwestuje u nas przedsiębiorca, a wybuduje gdzieś w Polsce inny. Powiedzmy że zrobi to firma konkurencyjna. Co to oznacza, a to że maleje potencjał gospodarczy naszego lokalnego środowiska, rośnie zaś potencjał i wpływy do budżetu innego -położonego gdzieś w Polsce, gdzie ta inwestycja powstała.

Tam przybywa miejsc pracy, "u nas" ubywa, tam przybywa ludności, "u nas" ubywa. Aż w końcu ów przedsiębiorca zdesperowany przez lokalne uwarunkowania społeczno-towarzyskie, też zainwestuje gdzieś indziej

Żegnaj wtedy nadziejo na rozwój, zostają "u nas" w większości pracownicy budżetówki, emeryci, bezrobotni i zabytki. Są w Polsce skanseny w których oprowadzają sezonowo zatrudnieni, w ramach prac interwencyjnych. Sezon lsię kończy i kończy się robota. Oby się ten pesymistyczny scenariusz nie sprawdził i "u nas"!


Komentarze

Kato22 Sept. 2011, 14:33 # 1

Benedykt XVI „Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?” – papież zacytował dzis w niemieckim parlamencie św. Augustyna.


Cycero27 Sept. 2011, 14:46 # 2

Panie Marku, Z pewnością nie jestem jedynym, który z przekonaniem się pod Pańską oceną podpisze ale - na litość - nie bądź Pan taki jak nasz "Nic Nie Mogę Premier" Tusk. Jest Pan przecież w samorządzie, bierze Pan udział w rządzeniu tym krajem - spróbujże Pan coś z tym zrobić!


Dodaj Komentarz