; Autor:
Tagi:                                    

Fachowcy poszukiwani

Pracodawcy pilnie poszukują m.in. ślusarzy, frezerów, spawaczy, tokarzy. Młodzież szybko zareagowała na ich potrzeby. Coraz więcej absolwentów gimnazjów wybiera szkoły dające konkretny zawód. Reforma systemu edukacji miała zwiększyć liczbę osób z pełnym średnim wykształceniem zawodowym oraz wyższym – tłumaczy Ewa Konikowska-Kruk, dyrektor departamentu kształcenia zawodowego i ustawicznego w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Polityka edukacyjna ministerstwa przyniosła skutki. Dziś prawie 17 proc. gimnazjalistów wybiera szkoły kończące się maturą. Większość z nich idzie jednak na studia. Dzięki temu już 20 proc. Polaków w wieku 25-34 lata ma dyplom wyższej uczelni. Przedsiębiorcy jednak narzekają na brak wykwalifikowanych fachowców. – Młodzi idą na łatwo dostępne, ogólne kierunki, a przedsiębiorcy potrzebują osób z konkretnym zawodem – tłumaczy prof. Elżbieta Kryńska z Katedry Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego. Najbardziej i najmniej poszukiwane zawody Przyszłości operatorzy i monterzy maszyn i wózków jezdnych, handlowcy, pracownicy sektora usług, doradcy, technicy elektronicy i telekomunikacji, informatycy - administratorzy sieci, baz danych, technicy ochrony środowiska

Wymierające ceramicy, szklarze, sprzedawcy, ogrodnicy, ekonomiści, technicy ekonomiści Wybór na podstawie danych Międzyresortowego Zespołu ds. Prognozowania Popytu na Pracę, Powiatowych Urzędów Pracy.

Brakuje specjalistów Według danych Ministerstwa Pacy i Polityki Społecznej w I półroczu 2005 roku największy spadek bezrobotnych odnotowały powiatowe urzędy pracy wśród pracowników biurowych (o 10,07 proc.), robotników przemysłowych i rzemieślników (o 12,3 proc.), operatorów i monterów maszyn (o 9,6 proc.) oraz pracowników usług osobistych i sprzedawców (o 8,7 proc.). – Oznacza to, że na te zawody jest popyt – tłumaczy Beata Żmijewska z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Z kolei przedsiębiorcy zrzeszeni w świebodzińskim Stowarzyszeniu Wspierania Małej i Średniej Przedsiębiorczości nie mogą znaleźć dobrych tokarzy, frezerów, ślusarzy i spawaczy. – Szkoły, które kształciły w takich zawodach, zostały zlikwidowane bez przeprowadzenia analizy potrzeb rynku pracy, a młodzież przestała cenić potrzebę posiadania konkretnego fachu – uważa prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. W latach 2001-2004 zlikwidowano lub postawiono w stan likwidacji 2000 szkół zawodowych. Ich miejsca zajęły tańsze w utrzymaniu licea profilowane. Dlatego teraz powstała luka na rynku pracy. Koniec mody na licea Młodzież jednak zaczęła doceniać posiadanie konkretnego zawodu. W roku szkolnym 2002/2003 w liceach ogólnokształcących i profilowanych (LP) było o 22 proc. więcej uczniów niż w technikach i zawodówkach. W tym roku szkolnym przewaga ta wynosi tylko 10 proc. Największy spadek uczniów odnotowano w LP. – W ubiegłym roku nie utworzyłam już pierwszej klasy w LP o profilu zarządzanie informacją, ponieważ nie było chętnych – mówi Zofia Komorowska, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Stanisława Staszica w Stąporkowie, woj. świętokrzyskie. Młodzież wybrała taki sam kierunek, ale w technikum. – Przekonali się, że choć nauka w technikum trwa rok dłużej, to po jego ukończeniu będą mieć zawód, przygotowanie praktyczne i szansę na pracę, po LP trzeba skończyć jeszcze roczną lub dwuletnią szkołę policealną – dodaje Z. Komorowska. Nie każda szkoła dobra Jednak nie po każdej szkole zawodowej można znaleźć pracę. – Skończyłem samochodówkę, ale w warsztatach, do których się zgłosiłem, twierdzą, że nie znam się na elektronice – skarży się Marek Kajus z Poznania. – Dzieje się tak, ponieważ w Polsce nie funkcjonuje tzw. kształcenie dualne – wyjaśnia prof. Elżbieta Kryńska. Uczeń powinien trzy dni uczyć się w szkole, a dwa dni w nowoczesnym zakładzie. Ponadto szkoły nie są zobowiązane do monitorowania losów swoich absolwentów. W efekcie powstaje duża rozbieżność pomiędzy wymaganiami pracodawców a umiejętnościami osób kończących szkoły – mówi prof. E. Kryńska. Ministerstwo edukacji obiecuje, że rozpocznie rozmowy z samorządowcami, aby sieci szkół dostosowywały się do potrzeb rynku pracy. – Zapotrzebowanie na dany zawód zależy bowiem od specyfiki danego regionu, w tym planowanych inwestycji – tłumaczy Danuta Kmiecik z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach. Jolanta Góra

OPINIA dr Marta Zahorska, Uniwersytet Warszawski Nasz system edukacyjny zmienia się zgodnie z zasadą od ściany do ściany. Najpierw przez wiele lat mieliśmy rozwinięty system zasadniczych szkół zawodowych, który zaczął się załamywać na początku lat 90., aż w końcu upadł. Z kolei liczba studentów w porównaniu z rokiem 1990/1991 wzrosła o prawie 400 proc. W efekcie dziś brakuje nam wykwalifikowanych fachowców: tokarzy, operatorów maszyn, budowlańców. Obecnie jednak nie można podejmować pochopnych decyzji o powoływaniu czy likwidowaniu szkół. Przede wszystkim należy systematycznie analizować potrzeby lokalnych rynków pracy i dostosowywać do nich sieć szkół. Trzeba też wspierać współpracę pomiędzy szkołami zawodowymi a pracodawcami. Takie działania wymagają jednak koordynacji na szczeblu centralnym.

ŻRÓDŁO: GAZETA PRAWNA/ 02.02.2006r.


Dodaj Komentarz