Co wolno wojewodzie...?
Nie trudno zauważyć, że w administracji rządowej jest duża rotacja i bardzo często zmienia się ludzi na stanowiskach. W tych dniach do dymisji podało się kilku ministrów. Być członkiem gabinetu, albo przedstawicielem rządu, to wielkie wyróżnienie i nobilitacja. Może, dlatego tak wiele osób czuje „powołanie” do ubiegania się o rządowe posady. Ponieważ są to w większości stanowiska polityczne, niektórzy wielokrotnie zmieniają partie, a nawet poglądy, byle tylko być bliżej rządzących. Ambicja awansu nie jest czymś nagannym, szczególnie wtedy, kiedy wiąże się z potrzebą publicznej służby i dotyczy ludzi o nieposzlakowanej opinii. Demokracja daje wprawdzie szansę, nawet bardzo młodym ludziom, na szybki awans i wysokie stanowiska, ale nie zabezpiecza przed nagłą i niespodziewaną ich utratą. Niedawno, 18 stycznia premier Rządu powołał nowego Wojewodę Mazowieckiego, a za kilkanaście dni, dokładnie wieczorem 1 lutego, odwołał go ze stanowiska. Miało to związek z doniesieniami prasy o prawdopodobnych problemach Pana Wojewody, sprzed lat zresztą, jako rowerzysty i kierowcy. Życie uczy, że przyczyną dymisji, czy też odwołania każdego dygnitarza, może być nawet sprawa drobna, ale „odpowiednio” w mediach nagłośniona. Każdy, więc, kto decyduje się na publiczną karierę i pragnie wspinać się po szczeblach rządowych stanowisk, powinien bardzo dokładnie sobie przypomnieć, czy w jego życiorysie są sprawy, które mogą stać się przyczyną nagłego upadku. Taki rachunek sumienia to wyraz roztropności, odpowiedzialności i po prostu....obywatelskiej dojrzałości. Jan Rejczak
Spodobał Ci się ten artykuł? Kliknij
Chcesz być informowany o najnowszych artykułach? Zasubskrybuj ten serwis 
Lubisz szelest papieru? Wydrukuj ten artykuł
Dodaj Komentarz