Tagi:                                    

Rozpoczęły się obchody Powstania Warszawskiego

Przed Katedrą Wojska Polskiego w Warszawie, na Placu Krasińskich, 31 lipca odbyły się uroczystości związane z 64. rocznicą Powstania Warszawskiego. Rozpoczęły się one Mszą św. pod przewodnictwem Prymasa Polski Józefa Kardynała Glempa celebrowane przez biskupów warszawskich: Abp. Kazimierza Nycza – Metropolitę Warszawskiego, Abp. Henryka Hosera – Ordynariusza Diecezji Warszawsko-Praskiej, Biskupa Polowego Wojska Polskiego gen. dyw. prof. dr hab. Tadeusza Płoskiego, Bp. Tadeusz Pikus – Biskup Pomocniczy Diecezji Warszawskiej. Kazanie wygłosił Abp. Henryk Hoser – Ordynariusz Diecezji Warszawsko-Praskiej. Test kazania zamieszczamy poniżej.

Kazanie Abp. Henryka Hosera

To był poniedziałek 31 lipca 1944 roku. W Warszawie panował nastrój niepewności. Rano, odprawa Komendy Głównej AK przebiega pod wrażeniem, że wejście Armii Czerwonej do Warszawy jest już bliskie, nie zapada jednak jeszcze decyzja o rozpoczęciu "akcji powstańczej".

Brak żywności i drożyzna., sytuacja gospodarcza Warszawy prawie jak podczas oblężenia. Wszystkiego niemal brak.

Poprzedniego dnia, wczesnym rankiem uformowany zostaje wielki transport ewakuacyjny więźniów: około 1400 mężczyzn skierowanych do obozu koncentracyjnego Gross Rosen i 400 kobiet do Ravensbrück.

Jednak w szeregach konspiracji i wśród ludności panuje nastrój zupełnej swobody wobec wycofujących się ze wschodu Niemców.

O godz. 17 na odprawie sztabowej gen. Bór-Komorowski otrzymuje wiadomość, że wojska sowieckie nawiązały styczność bojową z Niemcami na obrzeżach Warszawy i że ostatnie umocnienia niemieckie pod: Pragą zostały przełamane.

Trzy kwadranse później, gen. "Bór" wydał pułkownikowi "Monterowi" rozkaz rozpoczęcia akcji zbrojnej w Warszawie, nazajutrz, tj. we wtorek 1 sierpnia 1944 r., dokładnie o godz. 17,00. Gdy następnego dnia gen. Lotnictwa Reiner Stahel zarządza ok. godz. 16,30 alarm garnizonu, nic już nie jest w stanie powstrzymać wybuchu powstania.

I nie tylko to: nic nie było w stanie powstrzymać determinacji samych powstańców.

Wycofujące się na zachód oddziały niemieckie, nacierające na Warszawę z ziemi i powietrza siły sowieckie, radiowe, do walki nawołujące apele zza Wisły, to tylko tło dla ogólnego poczucia imperatywu, zbiorowego i świętego obowiązku zrywu do walki o wyzwolenie z okupującego jarzma i ciągłego hańbienia mieszkańców dumnej Warszawy, do walki o ludzką wolność i ludzkie życie.

Gotowość przystąpienia do walki, dosięgnęła szczytu, jako finał długiego oczekiwania na tę chwilę, chwilę otwierającą bramę do wolności, zwieńczenie długich lat przygotowań, formacji i walki konspiracyjnej.

Przewidziane na kilka, najwyżej kilkanaście dni, z ogromną dysproporcją środków, Powstanie trwało aż dwa miesiące, aż do podpisania aktu kapitulacji 2 października 1944 r.

Co skłaniało więc powstańców, ludzi w większości młodych, a nawet bardzo młodych, co skłaniało ich dowódców do tak wielkich ofiar, takiego wysiłku, cierpienia i nadludzkiego heroizmu, w warunkach dniem i nocą trwającego zagrożenia życia?

To było ich wychowanie i ich ideały.

Mieli za sobą szybkie dochodzenie do dojrzałości, dzięki mądrym rodzicom i wspaniałym pedagogom.

„Kiedy wspominam swoje szkolne lata - pisze jedna z tego pokolenia, kuzynka i koleżanka Jana Pawła II - uświadamiam sobie, jak bardzo program ówczesnych szkół nastawiony był na dogłębne i wszechstronne wykształcenie i wychowanie człowieka. Jednomyślność, w tym zakresie, domów rodzinnych, Kościoła i szkół rodziła ludzi szlachetnych, uduchowionych kulturą chrześcijańską, patriotyczną, ludzką”.

W tym cytacie zawiera się wiele: wewnętrzna jedność wychowawców i wychowawczej orientacji ku kształtowaniu człowieka, pełnego, integralnego i wiernego wyższym wartościom. A były one wyraźnie zdefiniowane tak we formacji harcerskiej, jak i w szkoleniu wojskowym: Bóg, Honor i Ojczyzna.

Bóg oznaczał rzeczywistość najwyższą, ontologiczne l aksjologiczne pierwszeństwo, gwarancję ludzkiej godności i prawdy o człowieku. Honor, to wierność danemu słowu, to zdolność do czynów bezinteresownych, to tytuł szlachectwa i szlachetności, bez względu na urodzenie. Ojczyzna natomiast stanowiła dla nich wyznacznik zakorzenionej w historii i przestrzeni, zbiorowej tożsamości, synonim wspólnego dobra i stały odruch zmysłu państwowego; ojczyzna była gwarantem wolności.

To nie były puste slogany ale ideały, za które warto oddać życie.

Dla powstańców, poprzedzające lata okupacji koncentrowały się na kształceniu: tajne komplety, konspiracyjne uniwersytety, stałe formowanie umysłu i serca, gotowość do podjęcia coraz to trudniejszych zadań, wymagających cywilnej i wojskowej odwagi. I przygotowanie do budowy wyśnionej, lepszej, sprawiedliwej i szczęśliwej Polski. Przyszłe pokolenie, którego ojcowie ginęli z rąk brunatnych i czerwonych katów. Tragiczne pokolenie nazwane "zaplutymi karłami reakcji".

Powstanie Warszawskie, od początku skazane na zagładę, skończyło się klęską militarną, i polityczną katastrofą. Nie do nas należy rozstrzyganie, w niekończących się sporach historyków i polityków, o jego zasadności i celowości.

Kwiat polskiej młodzieży, spoczywającej pod brzozowymi krzyżami na wojskowych Powązkach ma dla nas inne przesłanie.

Przesłanie o rzeczach nieprzemijających, przesłanie o nadrzędności ducha nad materią, przesłanie o ostatecznym celu człowieka. Gdy wychodzili do boju, matki i ojcowie zawieszali im na szyjach krzyżyki, medaliki i ryngrafy. Przed kapelanami powstańczymi niektórzy zawierali pośpieszne śluby. Z nimi sprawowali Eucharystię A później ci sami kapelani byli przy nich gdy leżeli ranni i gdy umierali, gdy byli chowani na podwórkowych cmentarzach. Kape1ni znani i anonimowi. Ks. Michał Kordecki, ojciec duchowny mówiącego te słowa i zmarły 8 grudnia ub. roku, ostatni z nich, ks. Wacław Karłowicz - to ci ze Starówki. Błogosławiony Józef Stanek, to ten, który z wysokości niemieckiej szubienicy, w sutannie i stule ale bez butów błogosławił umierając odchodzące do niewoli z Czerniakowa ostatnie powstańcze oddziały.

W czasach pogardy i spodlenia zacierają się kryteria i rozpoznawalność dobra i zła. Ale gdy Boża sieć zostaje wyciągnięta z morza historii, wyjdą aniołowie, już wychodzą, i dobre ryby zbiorą w naczynia, a złe odrzucą (por. Mt 13). Naszych bohaterów Boski garncarz wyrabiał z najlepszej gliny "jak tylko podobało się garncarzowi" (Jr 18) i wypalał je, by byli nieśmiertelni.

Fakt, ze dzisiaj spotykamy się, aby przez Śmierć I Zmartwychwstanie, w sposób religijny uczcić Powstańców, fakt, ze Muzeum Powstania Warszawskiego gromadzi tłumy dzieci i młodzieży świadczy, jak ważne jest wydobycie ze wspólnego skarbca "rzeczy nowych i starych". Niech zatem Nova et Vetera pozwolą na dzisiaj, 64 lata później, żyć lepiej, mądrzej i godnie, duchowym szlachectwem w spadku otrzymanym.

,,Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest" . Amen.

  • Henryk Hoser SAC

zjk, www.ordynariat.pl


Dodaj Komentarz